To był upalny, lipcowy dzień. Tradycyjne przygotowania w domu rodzinnym, first look w jedynym ocienionym na podwórku miejscu – idealnie pod piękną, starą, czerwoną cegłą i nawet bramka zrobiona przez kumpli, w drodze do kościoła. Panny Młodej z wiatrówką w dłoni jeszcze nie widziałam! Do wtedy ;)). A przepiękny, klasyczny Rolls Roys, którym Para Młoda jechała do ślubu, był po prostu wisienką na torcie.
Uwielbiam fotografować tak pięknych i kochających się ludzi. Z dobrą energią, powerem i w przepięknym miejscu – w otuleniu drzew.
Zobaczcie sami!
Miłego oglądania ;))
























































































































































